O Pogromczyni Pixeli, zwanej także Wiedźmą Pixelową

Dawno, dawno temu, pośród zaczarowanych lasów pełnych radośnie fruwających stworów zwanych pixelami, w niedużej, kolorowej chatce żyła sobie Pixelowa Czarodziejka. Nazywano ją rozmaicie: Pogromczyni Pixeli, Wiedźma Pixelowa, Władczyni Pixeli... Miała bowiem moc poskramiania figlarnych pixeli i wyczarowywania z nich projektów będących spełnieniem graficznych marzeń osób, które zapukały do Pixelowej Chatki.

A nie jest to kaszka (ani nawet kawka) z mlekiem! Pixele to takie małe gałgany, które niekiedy nie dość, że w przypływie psotliwego nastroju dokazują i nie chcą ułożyć się w idealny projekt, to jeszcze chowają przed Pixelową Wiedźmą buteleczkę z magicznym pyłem. A bez szczypty magicznego pyłu nie wypuści projektu w świat!

Wiedźma jednak - jak to Wiedźmy - zna zaklęcia, które trochę tych psotników temperują i dzięki którym magiczna butelka z pyłem wraca na drewniany stół, a projekt graficzny jest gotowy do wyfrunięcia przez okno chatki w świat!

Czary-mary!

Byłam kiedyś dziewczyną, która marzyła, by umieć czarować. By umieć jednym machnięciem magiczną różdżką stworzyć coś z niczego. Ale czarów przecież nie ma - myślałam... Nigdy nie będę czarodziejką, bo czarodziejki są tylko w bajkach.

I tak pewnego dnia, buszując po zakątkach Świata Internetu, mając już jakąś mglistą wiedzę o tym, jak jest stworzony ten Świat i składające się na niego strony www, pomyślałam sobie, że tworzenie stron i innych projektów jest trochę jak czarowanie. Wypowiadasz dobre zaklęcie i dzieje się coś magicznego: z białego tła w Photoshopie budzi się do życia projekt, którego jeszcze przed momentem tutaj nie było, z kawałka kodu HTML i CSS budzi się animacja, gradient i inne cuda wianki. Albo wypowiadasz złe zaklęcie i cała strona www wybucha... Ups!

To było to! Magia, o której tak marzyłam.

Z czasem dziewczyna, którą byłam, dorosła, a jej wiedza o czarowaniu dorosła wraz z nią i pomyślała, że czas coś z tym zrobić i wyjść z tą wiedzą do ludzi, bo jest tyle graficznych marzeń do spełnienia!

Pewnego dnia, ni stąd ni zowąd, stanął mi przed oczami obraz. Obraz Czarodziejki, ubranej w turkusową suknię przybrudzoną barwnymi plamami, które tworzą się, kiedy pixele, kolorowe jak w kalejdoskopie, pluskają się w magicznym kotle w czasie czarowania nowego projektu. Do dolnej części sukni przyszyta jest naszywka czarnego kota. Czy mi się wydawało, czy ten kot puścił oko? Czarodziejka ma na głowie rudy kapelusz z naszytymi gdzieniegdzie polnymi kwiatami i lekko przyprószony magicznym pyłem, który przypomina kolorowy brokat. To stary, nieco już poprzecierany i popruty kapelusz, ale nie wyrzuca go, bo na jego rondzie mieści się mnóstwo pixeli, które lubią na nim przesiadywać w czasie leśnych wędrówek. A do lasu chadzamy często, aby wyjść na przeciw osobom, które błąkają się po jego obrzeżach i okolicznych wrzosowiskach, marząc o magicznej oprawie graficznej i nie wiedząc, skąd ją wziąć.

Pomyślałam: taką Czarodziejką chcę być dla osób, które staną na drodze prowadzącej do mojej chatki i zechcą, bym wyczarowała dla nich projekt graficzny. Tą chatką jest teraz moje Pixels Factory, w którym dzieje się magia!

Moja historia

Natalia Bednarczyk

Moja droga do stania się Pixelową Wiedźmą była długa, bywało że wyboista, pełna znaków zapytania i zawahań, w którą ścieżkę skręcić, by trafić do Pixelowej Chatki. Była też - przede wszystkim! - pełna pięknych momentów i odkrywania, bez czego nie wyobrażam sobie życia.

Moja miłość do projektowania grafiki zrodziła się dawno, dawno (bo kilkanaście lat) temu i po latach zaprowadziła mnie do wrocławskiego Ośrodka Postaw Twórczych, gdzie w Pracowni Projektowania Graficznego szlifowałam to, czego nauczyłam się jako samouk.

Z czasem - na kilka lat - projektowanie zostało wyparte przez moją drugą miłość, czyli fotografię. Miłość ta także wykiełkowała dawno temu, wraz z zakupem pierwszego aparatu, a rozkwitła w czerwono-ceglanych ścianach Wrocławskich Szkół Fotograficznych (PHO-BOS), w oparach wywoływacza i przy dźwięku tykania zegara ciemniowego. Od tamtego czasu kochałam przeobrażać wytwory swojej wyobraźni w zdjęcia, a fotografia stała się moim przyjacielem, powiernikiem, magią pracy w ciemni, tiosiarczanu sodu, drewnianych klamerek, oliwkowego światła padającego na białe ściany i Fogga sączącego się z odtwarzacza.

Projekty, które wyczarowałam

W szkole fotograficznej do moich dwóch miłości dołączyła trzecia, jaką jest rysunek. Nieprzespane noce spędzone nad szkicownikiem z ołówkiem w ręku stały się moim nałogiem, z którego nie chciałam się leczyć :)

I tak trwały sobie te trzy miłości, jedna wypierana przed drugą, druga przez trzecią, trzecia przez pierwszą, a czasem przez czwartą, którą odkąd pamiętam było pisanie. Aż w końcu poczułam, że czas to wszystko, co kocham, przekuć w pracę i z mojego zamiłowania do zabawy obrazem w 2014 roku zrodziło się Pixels Factory. Moja „fabryka pixeli” to coś, co pozwala mi połączyć w jedno moje mniejsze lub większe pasje, a jednocześnie dawać coś od siebie innym, spełniając ich graficzne marzenia. Magia! :)

Kolejnym krokiem na mojej zawodowej ścieżce było odkrycie świata sketchnotingu pod okiem Agaty Jakuszko w jej Akademii Sketchnotingu. Przed Akademią nie miałam pomysłu na to, jak w swojej pracy - poza szkicowaniem logo - oderwać się od czasu do czasu od elektroniki i zanurzyć się w tym, co także kocham: kartkach papieru, ołówkach, mazakach, pastelach. I byciu offline! Projekty sketchnotingowe to strzał w dziesiątkę i idealna odskocznia od gapienia się godzinami w ekran komputera :)

Od października 2015 roku jestem członkinią Stowarzyszenia Twórców Grafiki Użytkowej (STGU), które zrzesza projektantów graficznych i wspiera rozwój designu w Polsce.

Poza zabawą obrazem kocham wiele rzeczy. Słowo „kocham” nie jest tu wygórowane - należę do osób, które czują miłość np. do malutkiej, starej filiżaneczki z Pruszkowa, którą upoluję na pchlim targu, a moje serce pomieści mnóstwo takich małych i dużych miłostek :)) Kocham więc muzykę - przeeeeróżną, kocham tańczyć, śpiewać też kocham, choć niestety nie umiem :), kocham koty i wszystkie zwierzęta, biblioteki, stare książki, Halinę Poświatowską, Agnieszkę Osiecką (LO imienia Osieckiej się kłania! :) ), czytanie, fotografie Francesci Woodman, zapach farb i ołówków, język hiszpański, pisanie, urządzanie swoich czterech kątów, targi staroci, klimat PRL-u, starocie z Mirostowic, Pruszkowa, Chodzieży, Tułowic itp., minimalizm z nutką wariactwa w designie, a eklektyzm, boho, industrial i vintage we wnętrzach, kawę, Netflixa, itd. itd. :)

Masz jakieś pytanie lub chcesz po prostu powiedzieć „cześć”? :) Jeśli tak, to pisz śmiało: natalia@pixelsfactory.pl :)

Natalia Bednarczyk

Pogromczyni Pixeli

Graficzka, sketchnoterka

  • #pixelsfactory
  • #pogromczynipixeli
  • #graficzkazkotem